Tak, dałam radę

Całe życie mieszkałam w Bielsku, choć miałam mały epizod z Białą. Do centrum miałam taki mocny rzut beretem, spacer skocznym tempem z kilkoma piosenkami w tle. Do szkoły średnio trzy kilometry. Google Maps podpowiada, że w liceum było to zaledwie dziesięć minut transportem publicznym, siedemnaście minut rowerem i około czterdziestu na nogach. Zapewne tak długo, ponieważ trasa była pod górkę.

W roku szkolnym wytrwale i pilnie, z małymi przerwami na fejsa, do godzin wczesnoporannych wertowałam grube tomiska i wstawałam dobrze po siódmej. Z jednym okiem wciąż śniącym, a powieką drugiego na wpół otwartą miałam nadzieję, że skarpetki będą do pary, a plecak dobrze spakowany (choć nie ma co się oszukiwać, ostatni rok liceum minął pod znakiem jednego zeszytu i zdjęć stron podręczników aniżeli faktycznego posiadania tych reliktów). Łazienkę załatwiałam przelotem – twarz, zęby, pachy i jeśli ochota pozwoliła, nie ignorowałam gniazda na głowie. Więcej czasu spędzałam przy lodówce, a w moje ulubione dni mama zrobiła swojej prawie dorosłej córce kanapeczki do szkoły. W szkole byłam zawsze idealnie równo z dzwonkiem, jak w (spóźnionym) zegarku. Siadałam zawsze w tym samym miejscu, wywalając z niego nawet mojego przyjaciela, jeśli mi je zajął i czekałam do każdej przerwy, która w naszej klasie… była zawsze wyjątkowa. Weekendami spełniałam się jako baristka, w ciągu tygodnia moją najważniejszą rolą była ta przyjaciółki.

Miałam wszystko, co było mi wtedy potrzebne i ostatnie czego chciałam to…

…dorosnąć.

Żółte światło

W trakcie ostatniej licealnej przerwy świątecznej nie mogłam się na niczym skupić. Moje myśli wciąż wracały do matury, wyboru uczelni, kierunku, sprawdzania punktacji i wymagań. Niestety tylko moje myśli, bo jaźń nie chciał przystać na te zmiany. Dlatego w pełen finezji i wyrafinowanie sposób robiłam kompletnie… nic. Zero. Nada. Im bardziej się stresowałam, na im więcej pytań odpowiadać musiałam, tym bardziej ignorowałam zmiany, które miały nastąpić, czy tego chciałam, czy nie. Coś zaczynało pękać w mojej głowie, a ja nie wiedziałam, jak sobie z tym poradzić. Codziennie kto inny opowiadał mi, jak to przeżył ten okres i że mam się nie martwić, bo jestem taka i owaka, więc na pewno sobie poradzę. Problemem było to, że nie chciałam musieć sobie poradzić i nie chciałam…

… dorosnąć.

Czerwone światło

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego przejmuję się tak irracjonalnymi sprawami. Zamiast próbować je rozwiązać, zastanawiałam się, czemu w ogóle tak się męczę. Teraz wiem, że to samo przeżywał rocznik starszy, przeżywa teraz rocznik młodszy i będzie przeżywał każdy następny. Wiem też, że to nie jest jakiś tam problem.

Ciągły stres, powtarzanie słów „matura, matura” jak mantra przez wszystkich wokół i perspektywa tak wielu zmian w tak krótkim okresie może dobić każdego. Mnie prawie załamała. Prawie. 

Nie wiem, co pomoże Wam. Mi pomógł brak czasu. Nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym było już za późno, żeby się wycofać, ale właściwie wszystko się ułożyło. Stojąc pod ścianą, zareagowałam jak zwierzę, które zaczyna się bronić. Wy sami musicie znaleźć swój sposób na przetrwanie w tej powodzi oczekiwań względem naszego pokolenia, często wyolbrzymionych wymagań dorosłych i własnej krytycznej oceny. Ja zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby nie zwariować, trzymać się dzielnie i jednocześnie, choć wszyscy dookoła się na to godzili, nie musieć…

… dorosnąć.

Zielone światło

Minął rok i nie zmieniło się wcale tak dużo. Dalej mam przyjaciół, choć w większości innych. Dalej chodzę na zajęcia, choć teraz takie, które mnie rzeczywiście interesują. Dalej jestem roztrzepana, nie zawsze rano czeszę włosy i (za) dużo czasu spędzam przy lodówce. Teraz sama muszę pilnować, by była pełna i nie mogę zapomnieć o zapłaceniu rachunków, bo znowu odetną mi internet. Sama muszę się budzić i już nie mogę poprosić, by w awaryjnej sytuacji mnie ktoś podwiózł na wykłady, albo odebrał, jeśli któryś kończy się o dwudziestej.  Robię za to inne rzeczy. O niektórych pisać nie wypada, o innych mogłabym mówić godzinami, ale wróciła radość. Pilnując samej siebie, na pewno dojrzałam, ale wcale…

… nie dorosłam.

Jeszcze nie muszę, by dać radę. I wy też dacie.

Artykuł został opublikowany w magazynie redakcjaBB #6.

Korekta: Ewa Kuchta
Zdjęcia: Marcin Niedziałek