Ciucholand – kraina, którą pokochasz

Każdy ciuch ma swoją historię, od produkcji przez transport po ludzi w przymierzalniach. Jeżeli lubisz eksperymentować z modą, jeśli lubisz się wyróżniać, odwiedź secondhandy i napisz ciąg dalszy ubraniowej historii.

Posuwistym, wolnym krokiem przemierzam bielskie ulice. Jestem wykończona wielogodzinnym chodzeniem po sklepach w galerii handlowej. Powoli tracę nadzieję na znalezienie czegoś interesującego. Przenikliwym wzrokiem lustruję wystawy sklepowe, ale mam wrażenie, że wszędzie widzę dokładnie to samo. A przecież wszyscy lubimy powtarzać: „Jestem wyjątkowy i niepowtarzalny pod każdym względem”. Dlaczego nie podkreślić tego także ubiorem?

Oczywiście nie wygląd świadczy o człowieku, ale zdecydowanie jest jedną z form wyrażania siebie. Poprzez odpowiednie kreowanie wizerunku możemy wybić się ponad szarą masę. Jednak większość wybiera szybkość i wygodę. Wchodzimy do pierwszej lepszej sieciówki, by mieć pewność, że wszystko, co tam sprzedają, jest zgodne z najnowszymi trendami. Wybieramy, płacimy, wychodzimy – my i setki innych osób z tą samą rzeczą w różnych rozmiarach.

Przeraża mnie uniformizacja społeczeństwa, zwłaszcza że byle ciuszek wątpliwej jakości potrafi kosztować połowę dniówki. Jesteśmy przecież estetami, lubimy rzeczy piękne, porządne i unikatowe.

Na najnowsze kolekcje od projektantów stać niewielu. Rozwiązaniem stają się więc secondhandy, których z roku na rok przybywa, a chodzenie do nich dawno przestało być obciachem.

Wchodzę na ul. 11 Listopada i doznaję szoku. Dosłownie na każdym rogu napotykam jakiś „lumpeksik”. Odzież skandynawska, angielska, włoska, niemiecka. Do wyboru, do koloru. Nie mam nic do stracenia, wchodzę. Na manekinie, w zestawieniu z nieciekawą spódnicą, dostrzegam genialną koszulę. Później okazuje się, że bardzo drogiej marki, na dodatek w moim rozmiarze i za grosze. Czego można chcieć więcej?

Ciucholandy niektórym nadal kojarzą się źle. Tony ubrań w boksach, niemiły zapach, dantejskie sceny w dniu dostawy i szaleńcza walka o nieciekawy towar. Teraz takie obrazy mają na szczęście niewiele wspólnego z rzeczywistością. Kiedyś odzież używana była dla mniej zamożnych. Dziś secondhandy odwiedzają przedstawiciele wyższej klasy, a nawet gwiazdy takie, jak: Małgorzata Kożuchowska, blogerka Maffashion czy też sami projektanci, na przykład Ewa Minge.

Wreszcie nastała moda na modę z drugiej ręki. Wzrosło zapotrzebowanie na obcowanie z wielkim luksusem za niewielką cenę. Odpowiedź na takie marzenia dali kreatywni bielszczanie, którzy chcieli pozytywne fluidy przesyłać dalej. Tak powstał Bazar przy ul. Komorowickiej 36. Nietuzinkowy azyl dla sztuki, muzyki i designu. Sklep, którego początkowym założeniem było sprzedawanie odzieży vintage. Miejsce, które w ciągu zaledwie 3 lat przeszło niewyobrażalny rozwój i obecnie swoją siedzibę przenosi do Katowic. Już niedługo rusza ich nowa strona internetowa, szansa na zakup absolutnie niezwykłej i niszowej odzieży.  Wielkie dyskonty powoli odchodzą w zapomnienie, chociaż nadal istnieją fajne miejscówki dla wytrwałych.

W wielkich halach traci się więcej czasu i energii, trzeba także lubić grzebanie i przedzieranie się przez tysiące szmat w poszukiwaniu tej jednej, jedynej perełki. Jednak kiedy się ją znajdzie, satysfakcja gwarantowana.

Warte zainteresowania ubrania sprzedawane na wagę można znaleźć na przykład w sklepie przy ulicy Komorowickiej 43. W takim miejscu, gdzie bluzeczka kosztuje złotówkę, można przymknąć oko na zły rozmiar czy brak guzika. Wystarczy ruszyć głową i dokonać drobnej odzieżowej renowacji lub przerobić ciuch na coś zupełnie innego i wyjątkowego.

Miłośnikom dużych przestrzeni i ogromnego wyboru proponuję VIVE Profit Center, nowy kolos z markową odzieżą używaną przy ulicy Legionów 26-28. Ponad 100 tys. sztuk odzieży, wymienianej całkowicie raz w tygodniu. Asortyment posegregowany, w większości na półkach i wieszakach. Ceny są atrakcyjne i można kupować na torby.

Zabieganym paniom, które nie mogą sobie pozwolić na spędzanie wielu godzin na zakupach, polecam Butik Eva na ulicy Konfederatów Barskich 8. To malutki lumpeks po brzegi wypełniony modowymi skarbami. Kupimy tam głównie włoską i angielską odzież, starannie wyselekcjonowaną, trochę droższą niż w innych ciucholandach, ale nadal o niebo tańszą niż w firmowym sklepie. Są tam nawet oryginalne, markowe torby od znanych projektantów oraz ręcznie wykonana biżuteria. Takich miejsc jak to, przypominających bardziej ekskluzywne butiki, jest w Bielsku-Białej więcej. Wystarczy się rozejrzeć.

Artykuł ukazał się w #4 magazynie redakcjaBB.

Korekta: Ewa Kuchta
Kolaż: Dawid Sternal