Spróbujcie się otworzyć

Co daje młodym ludziom redakcja? Skąd wziął się pomysł i z jakimi trudnościami trzeba było zmierzyć się na początku? Jakie są plany na przyszłość? Z Mają Dębowską - inicjatorką projektu, o początkach redakcji i jej życiu prywatnym rozmawiali Lidia Le Thanh i Kajetan Woźnikowski.

Z zespołem redakcyjnym podczas kręcenia filmu Willa Rosta.

 

Skąd wziął się pomysł na stworzenie redakcji?

Po maturze wyjechałam do Anglii, gdzie najpierw studiowałam, a potem trzy lata spędziłam, pracując w agencji marketingu społecznego LIVITY. Właśnie tam powstał magazyn tworzony przez młodych dla młodych. Nazywał się Live i zainspirował mnie do stworzenia czegoś podobnego w Bielsku-Białej, czyli mieście, z którego pochodzę.

 

 

Od razu wiedziałaś, że magazyn to coś, co chcesz robić?

Gdy wróciłam do Polski, zastanawiałam się nad różnymi opcjami, ale ta idea cały czas tkwiła w mojej głowie. Chcę zaznaczyć, że nie miałam wcześniej doświadczenia w wydawnictwie, pracy z tekstem. Nie o sam magazyn chodziło. Raczej marzyło mi się środowisko, w którym młodzi będą mogli się rozwijać, zdobywać umiejętności, nabywać pewności siebie. Chciałam stworzyć miejsce stymulujące do rozwoju, które sprawia, że uczestnicy zaczynają patrzeć na siebie i swoją przyszłość w szerszym kontekście. 

Jak reagowali ludzie, kiedy opowiadałaś im o swoim pomyśle?

Większość osób rysowała sobie kółka na czole, słysząc o idei, w ramach której wszystkie decyzje będą podejmowane przez młodych ludzi… (śmiech)

W końcu trafiłam do pani Grażyny Staniszewskiej, prezeski Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, i opowiedziałam jej o tym, co chciałabym stworzyć.

Jej pomysł się spodobał?

Bardzo! Okazała mi bardzo dużą dozę zaufania i pomogła napisać pierwszy wniosek o dofinansowanie. Udało się i w 2014 roku otrzymaliśmy grant w ramach programu Młodzież w działaniu z funduszy Unii Europejskiej. Jak już wydaliśmy pierwszy numer magazynu, to okazało się, że idea została podłapana lokalnie i wszystko ruszyło do przodu.

Dużą rolę w tym sukcesie odegrała Alicja Jakimów, która jest odpowiedzialna za całą szatę graficzną redakcji i zaproponowała jej tak atrakcyjną i charakterystyczną formę. Do teraz ściśle współpracujemy, przyjaźnimy się. A poznałyśmy się dzięki redakcji. Alicja koordynuje obecnie prace naszej grupy graficznej, która przez lata bardzo się rozrosła. Jest też dalej odpowiedzialna za skład i projekt magazynu, koordynuje pracę członków grupy fotograficznej przy tworzeniu zdjęć do magazynu. Prowadzi też swoją firmę, alalea.

Ala Jakimów z redakcyjną grupą graficzną.

Bałaś się, że coś się nie uda?

W zarządzaniu projektami od początku czułam się pewnie. Miałam doświadczenie i naturalne predyspozycje do organizacji pracy, więc pod tym względem nie miałam większych wątpliwości. Niezwykle ważny jest jednak czynnik ludzki, który mógł pociągnąć tę ideę w różnych kierunkach. Na szczęście wszystko się udało – stworzyliśmy niesamowitą społeczność i miejsce. Wspólnie działamy, a przecież mogło wyglądać to zupełnie inaczej.

Nie sądziłam jednak, że w 2015 roku otrzymamy tak wielkie dofinansowanie z funduszy norweskich, dzięki któremu powstanie strona i siedziba redakcji, a także stały zespół mentorów.

Dlaczego?

Trudno było mi uwierzyć, że ktoś, na odległość jest w stanie dostrzec ideę redakcji. Kiedy rozmawiałam z ludźmi, którzy wiedzieli kim jestem oraz jak pracuję, trzymałam pierwszy numer magazynu w dłoniach – był to rzeczywiście dowód, że możemy razem stworzyć coś fajnego. Kiedy piszesz wniosek na kilkanaście stron i wysyłasz go gdzieś do dalekiej Warszawy, a tam wśród tysięcy innych wniosków wybierają właśnie twój, żeby go dofinansować, i ufają ci, że go zrealizujesz, to to jest naprawdę niesamowite uczucie.

Miałaś chwile niepewności?

Pojawiło się zastanowienie czy sobie poradzę. Bo wtedy jeszcze byłam całkiem sama. To był koniec 2014, dostaliśmy informację o dofinansowaniu. Nie pamiętam dokładnie, jaka to była kwota, ale około dwustu tysięcy złotych. Miałam znaleźć siedzibę, wyremontować ją, stworzyć stronę internetową, przeprowadzić rekrutację piątki mentorów… Ogromne przedsięwzięcie, pod którym, jeśli nosi się je na barkach samodzielnie, kolana się uginają.

Ale dałaś radę.

Szłam za ciosem. Wierzyłam, że cel jest ważny, że po prostu się musi udać. I się udało. A potem już dołączyli super ludzie. Ania [Anna Cieśla, była koordynatorka projektu – przyp. red.] wzięła z moich barków połowę tego ciężaru. Bardzo dużo mnie nauczyła i tchnęła w nasz projekt ducha, który towarzyszy redakcji do dzisiaj. To dzięki niej wiele osób mówi, że czuje się tu jak w domu. Misję tę, w nieco innym wydaniu, kontynuuje Dominik Kaczmarczyk, obecny koordynator projektu.

Z byłą koordynatorką projektu redakcjaBB – Anią Cieślą i obecnym koordynatorem – Dominikiem Kaczmarczykiem.

Spodziewałaś się od początku, że redakcja będzie wyglądać tak, jak wygląda obecnie?

Przerosło to moje najśmielsze oczekiwania i marzenia!

Czyli wszystkie założone cele zostały osiągnięte?

Generalnie tak, ale chcę zaznaczyć, że moje cele nie są kwestiami policzalnymi, które można przewidzieć, ocenić i rozrysować na kartce. Mogłam zaplanować, że wyremontuję siedzibę, stworzę stronę, która będzie dobrze wyglądać, a w redakcji będzie działać sto osób. Te wszystkie cele zrealizowałam, ale projekt dotyczył tak naprawdę przede wszystkim kontaktu z ludźmi. To jest rzecz, którą trudno zmierzyć i określić a tym bardziej zaplanować. Ania przyniosła ją swoim charakterem i osobowością. 

Co jeszcze dała ci redakcja?

Dzięki niej mam ogromne poczucie spełnienia, że robię coś ważnego i wartościowego. Czuję, że robię coś, co ma sens, a w życiu czasem naprawdę jest ciężko ten sens znaleźć. Redakcja motywuje mnie, żeby się podnieść i próbować kolejny i kolejny raz, gdy jest jakiś problem. Zmieniła moje nastawienie do ludzi, do życia i do świata.

A jak widzisz redakcję w przyszłości?

Chciałabym, by redakcja osiągnęła stabilność finansową. Pracuję nad tym od wielu lat. Rozwijamy działalność gospodarczą (w zakresie projektowania graficznego, tworzenia stron internetowych, komunikacji w mediach społecznościowych), współpracę ze sponsorami, Miastem. Ale nasze potrzeby są spore. W redakcji działa 150 osób. Prowadzimy setki godzin warsztatów, udostępniamy młodym sprzęt i siedzibę. W działania redakcji cały czas zaangażowanych jest kilkanaście mentorów. Duża część z nich działa na zasadzie wolontariatu a w ten sposób trudno zbudować coś stałego, zachowując wysoką jakość i profesjonalizm. Mamy też duże plany w zakresie nowych przedsięwzięć – w szczególności przybliżania młodych ludzi do rynku pracy. Ruszyliśmy z programem stażowym przedPRACA. Chcemy, by młodzi po maturze nie wyjeżdżali z naszego miasta. By podejmowali pracę tu, rozwijali nasze miasto, które ma ogromny potencjał.

Skąd ten pomysł?

W Bielsku-Białej jest niskie bezrobocie, co hamuje rozwój miasta. Nie ma rąk do pracy, a młodzi ludzie wyjeżdżają, nie wiedząc nawet jak wiele można robić i osiągnąć tu, na miejscu. Dlatego chciałabym pokazać to młodym ludziom. Bielsko-Biała jest naprawdę pod tym względem wyjątkowe. Powstaje tutaj wiele niszowych biznesów, które poznaję również dzięki inicjatywie StartUp Podbeskidzie założonej przez Wojtka Bachtę. Jest gotowość miasta jako społeczności do przyjmowania nowych pomysłów, ale brakuje komunikacji z młodymi ludźmi. Doskonale rozumiem dlaczego – taki dialog jest bardzo wymagający i niełatwy, ale to nie znaczy, że nie powinno się próbować.

Co robisz w życiu poza redakcją?

Na początku muszę zaznaczyć, że redakcja nie jest taką pracą od ósmej do szesnastej.

Ale od 12 do 19…

miech) To jest tak, że czasem trzeba coś załatwić przed 12 albo siedzieć po nocach, czasem w weekendy. Redakcja jest obecna w moim życiu cały czas. I choć nie jestem cały czas w siedzibie, bo często jestem na spotkaniach, również w innych miastach, tak naprawdę redakcją żyję cały czas. Choć oczywiście robię różne inne rzeczy zawodowo, bo w redakcji jestem wolontariuszką. Współpracuję z moją siostrą w ramach celapiu sisters. Celina projektuje ręcznie wykonywane akcesoria modowe, które sprzedajemy online od ponad 10 lat. Teraz mój udział jest mniejszy, niż był, ale wciąż jestem zaangażowana. Wspieram również mojego męża w rozwoju kancelarii prawnej Sawaryn i Partnerzy, której jestem wspólniczką.

Z siostrą Celiną w Krakowie: celapiu sisters. Zdjęcie: Jo Gorlach.

A w czasie wolnym?

Dużo czasu staram się spędzać w ruchu, na łonie natury. Lubię marsze z moim psem Antkiem: idziemy w las i tam mam czas na przemyślenie różnych rzeczy i bycie z sobą. Niemal codziennie ćwiczę jogę, która pomaga mi się we wszystkim odnaleźć. W związku z tym, że moje życie nie jest uporządkowane ani rutynowe, to joga i spacery nadają mu rytm.

Gdzie widzisz siebie za 5 lat?

Na pewno będę w Bielsku-Białej. Jest to dla mnie absolutnie kluczowa sprawa, by działać lokalnie. W związku z działalnością redakcji, uczestniczę w różnych programach szkoleniowych. Ciągle czułam się bombardowana ideą, że redakcję trzeba ‚zeskalować’, że redakcja powinna być na całą Polskę i musimy budować zasięgi, bo w tym jest wartość i to można sprzedać (a tym samym zarobić na działania społeczne). Cały czas mnie męczyło, że tego nie robię, a powinnam. Kilka miesięcy temu dotarła jednak do mnie myśl, że mnie najbardziej interesuje realny wpływ na życie młodych ludzi, realna pomoc. Nie na takiej zasadzie, że mogę o sobie napisać, że sto tysięcy osób osób odwiedza moją stronę internetową i czyta mądre i wartościowe treści. Okej, to też ma swoją wartość, ale dla mnie osobiście ważniejszy jest kontakt z człowiekiem. Chciałabym, żeby redakcja rozwijała się właśnie w tej przestrzeni.

Mówimy, że nasz projekt jest innowacyjny, a tak naprawdę jego innowacyjność polega na powrocie do korzeni: do tego, że możemy fizycznie ze sobą pobyć, usiąść w jednym miejscu, pogadać i lepiej się poznać. Docenić wzajemnie. Podstawowa potrzeba bycia z drugim człowiekiem, kontaktu z nim, jest dla mnie najważniejszą wartością w kontekście redakcji.

Myślę, że przy skalowalności, przy stworzeniu jakiejś ogólnopolskiej redakcji, nie byłoby możliwe utrzymanie tej jakości kontaktu. Dlatego chcę, żeby to pozostało lokalne i żeby w ten sposób zmieniać naszą społeczność i miasto. 

A masz jakieś marzenia niezwiązane z redakcją?

Wyszłam za mąż, mam super męża (śmiech). Mam wspaniały ogród, w którym uprawiam warzywa.  Chyba spełniłam wszystkie prywatne marzenia. Choć – na pewno chciałabym przyjmować to, co przynosi życie, z większym spokojem i akceptacją.

Po pracy. Czasem ruszam do ogrodu zanim nawet zdążę się przebrać.

Masz jakieś motto życiowe?

Tak, nawet dwa. Są proste, ale działają. Pierwsze to „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. A drugie, to „nigdy nie pozbędziesz się tego, o czym milczysz”. Od zawsze mam problem z wyrażaniem swoich emocji. Wszystko z automatu tłumię, co jest mało fajne i bardzo niezdrowe. To motto jest moim osobistym ‚przypomnieniem’, ale też apelem do wszystkich osób, które przychodzą do redakcji. By dzielić się swoim ciężarem, bo staje się wtedy o połowę lżejszy.

W jaki sposób najbardziej wyrażasz siebie?

Chciałabym powiedzieć, że redakcja jest okazaniem mojej osobowości, ale nie do końca byłaby to prawda. Redakcja jest teraz efektem pracy wielu osób i żyje własnym życiem. Mam jednak poczucie, że wyraziłam siebie, swoje moce twórcze i kreatywne w redakcji. To jest właśnie tak, że choć nie jestem tutaj codziennie 7 godzin, i nie pracuję nad wszystkimi rzeczami, to bardzo dużo działań przechodzi przez moje ręce: dopracowanie grafik albo wysłanie uwag do artykułu czy filmu. Czuwam nad wieloma rzeczami, które dzieją się w redakcji i to jest super, bo mogę się wyżywać kreatywnie w bardzo różnych dziedzinach.

Dlaczego tak fajnie się ubierasz?

miech) Dzięki! To chyba intuicja. To też trochę wyrażanie siebie. Nie charakteru, ale emocji. Jak wcześniej mówiłam, od zawsze miałam problem z wyrażaniem emocji i mówieniem o nich. Znajdowałam więc sobie różne sposoby, żeby je uzewnętrznić. Jednym z nich był taniec. Miałam takie okresy, że po szkole wracałam do domu i przez godzinę tańczyłam. Był to sposób na wyrzucenie z siebie napięcia, które gdzieś tam się we mnie budowało. Na marginesie dodam, że niedawno znów wróciłam do regularnego tańczenia. Chodzę na zajęcia z tańca intuicyjnego, który jest dla mnie ogromnie wyzwalającym doświadczeniem.

Z drugiej strony wydaje mi się, że mój ubiór był jakąś formą sprzeciwu. Nie miałam na tyle odwagi, żeby mówić o tym, co mnie złości i co mi się nie podoba, dlatego próbowałam to zakomunikować poprzez ubiór. Teraz na szczęście nie muszę sięgać do takich form przekazu, bo nauczyłam się jak o swoich emocjach mówić, jak je wyrażać. Ale mimo wszystko, gdy gdzieś jadę i mam się spakować na kilka dni, to to jest zawsze dla mnie ‚problem’. Nie wiem jak będę się czuła, co będę chciała założyć – coś kolorowego czy raczej stonowanego, wymyślnego, czy klasycznego. To może brzmieć kuriozalnie, ale tak mam. Myślę, że gdyby mnie ktoś bardzo wnikliwie obserwował i analizował w co jestem ubrana, to mógłby odczytać, jak się danego dnia czuję. (śmiech)


W swetrze Lopapeysa. Pierwszym,  który samodzielnie wydziergałam.

Czy kiedyś musiałaś podjąć jakąś decyzję „na już” i potem nie byłaś z niej zadowolona?

Generalnie nie jestem dobra w szybkim podejmowaniu decyzji. Zanim ukończyłam studia magisterskie na kierunku Zmiany Społeczne, zrobiłam licencjat z marketingu o specjalizacji event management i zaczęłam pracować przy organizacji wydarzeń. Okazało się, że w ramach tej pracy musiałam w bardzo krótkim czasie podejmować szereg bardzo ważnych decyzji. Totalnie się w tym nie odnalazłam. Byłam za to bardzo dobra w procesie przygotowywania, planowania wydarzeń, więc zaczęłam skupiać się na zarządzaniu projektami. W tym jestem dobra i jest okej. A żeby podjąć decyzję, potrzebuję czasu.

Wolisz wszystko przemyśleć?

Zawsze, gdy nie wiem co robić, to idę w las z moim psem albo ćwiczę jogę i wtedy odpowiedź sama przychodzi. Nie myślę intensywnie o problemie. Po prostu pozwalam mojej intuicji podsunąć rozwiązanie. Nie potrafię podjąć decyzji od razu. Kiedyś miałam ogromny kompleks na tym punkcie i uważałam to za swoją wadę, którą powinnam przepracować. Starałam się to w sobie zmienić. Teraz po prostu wiem, że szybkie podejmowanie decyzji to nie moja domena. Nie jest mi to potrzebne do życia i tyle.

Czy jest jakaś rzecz, której nie zrobiłaś, a zawsze chciałaś?

Zawsze byłam typem osoby, która sobie wyznaczała cele i je realizowała. Jeśli moja ukochana intuicja podpowiada mi, że to, co robię, jest dobre, to zawsze znajduję w sobie siłę, żeby się tego trzymać i iść w tym kierunku.

Ale miewasz momenty zwątpienia?

Wiadomix. Chyba jak każdy. Gdy byłam w Londynie, to myślałam, że tam zostanę całe życie i że będę podróżować po całym świecie. A teraz mi najlepiej w małym mieście w południowej Polsce. Życiowo zrobiłam bardzo dużo zakrętów, żeby wrócić do tego miejsca. Jestem tutaj bardzo szczęśliwa i bardzo to doceniam. Robię to, co chcę robić. Jeśli czuję, że powinnam coś zrobić, to po prostu tego próbuję.

Czy jest coś co chciałabyś przekazać młodym ludziom?

Kiedy byłam nastolatką miałam różne problemy emocjonalne. W związku z tym, że się dobrze uczyłam i nie sprawiałam większych problemów wychowawczych, to jakoś przemknęłam przez szkołę, poszłam na studia. Ale bagaż ze sobą niosłam. Coraz cięższy. W tamtym, szkolnym okresie zabrakło mi miejsca, w którym mogłabym być wysłuchana, poczuć się sobą, pogadać i otrzymać mądre wsparcie. Sytuacja w szkołach pod tym względem niewiele się zmieniła. Jeśli w miarę dobrze się uczysz i nie sprawiasz problemów, to jesteś szczęśliwym i bezproblemowym dzieckiem, które nie potrzebuje wsparcia. A tak oczywiście często nie jest. I dlatego, tak mi się teraz wydaje, powstała redakcja. By wysłuchać. Być wsparciem.

W jaki sposób redakcja wspiera?

Z perspektywy dorosłego ciężko dostrzec wszystkie problemy, z jakimi przychodzą młodzi. Nie chcemy przekraczać pewnych granic i szanujemy prawo do prywatności. Czasem nie jesteśmy gotowi, aby przyjąć jakiś ciężar, np. sami mamy gorszy czas albo brakuje nam siły czy wiedzy. Ale staramy się robić wszystko, aby redakcja była miejscem, do którego można przyjść z całym swoim bagażem. Kto chce może go nam przedstawić, a kto nie, ten może po prostu przyjść i z nami pobyć. Można wyżywać się tutaj na różne sposoby: pisać artykuły, grać w kącie na gitarze, robić zdjęcia, filmy, zagrać z nami w koszykówkę. I to jest dla mnie ważne w redakcji: że tutaj każdy może się otworzyć i być tym, kim jest albo chciałby być. Nie trzeba się dostosowywać, zostawiać swojej osobowości, charakteru za drzwiami, tylko przyjść i nim wzbogacić siłę naszej społeczności. 

I mam taki apel:

Spróbujcie się otworzyć. Rzeczy, które skrywamy w sobie, które chowamy przez wiele lat, potem bardzo ciężko odgrzebać. Jak teraz masz problem, od razu o nim mówisz, to łatwiej go zrozumieć i z nim pracować. Jak go zostawiasz na lata, dotarcie do sedna problemu, odkrycie siebie na nowo jest niezwykle trudne, czasochłonne i bolesne. Musisz przedostać się przez wszystkie warstwy i maski, które pozwalały ci ten problem ukryć i przetrwać. Pochłania to multum energii – wiem to z autopsji. Dlatego zachęcam Was do otwarcia się. Bo nigdy nie pozbędziemy się tego, o czym milczymy. 

 

Zdjęcie wyróżniające: Bartek Tabak
Reszta zdjęć: archiwum prywatne
Edycja i korekta: Kamila Katsu Chrobak