Domowe przedszkole

Przedszkole to takie miejsce, gdzie można doświadczyć  bardzo dużo pozytywnej energii. O pracy w przedszkolu opowie dyrektorka Pani Małgorzata Krupińska, która razem z Pauliną Golicz założyły prywatne przedszkole Niebieski Balonik w Mazańcowicach. Natomiast wrażeniami z praktyki w tym wyjątkowym miejscu podzieli się praktykantka Hanna Mikołajczyk. 

 

Tomasz Ardziński: W jaki sposób dowiedziała się Pani o projekcie?

 

Małgorzata Krupińska: Poznałam Mariię i od niej dowiedziałam się o projekcie przed|PRACA. Szczerze mówiąc, na początku wydawało mi się, że nikt z redakcji nie będzie chciał podjąć się praktyk w przedszkolu (śmiech). Jednak ku mojemu zaskoczeniu znalazła się chętna duszyczka.

 

Jak Hania sprawdziła się na praktyce?

 

Byłam zaskoczona, że tak szybko ktoś się zgłosił. Kiedy zobaczyłam pierwszy raz Hanie, jej uśmiech i optymizm – wiedziałam, że będziemy dobrze dogadywać się (śmiech). Co prawda, Hania nie ma wykształcenia, ani doświadczenia. Mimo to bardzo dobrze sprawdziła się jako przedszkolanka. W naszej branży doświadczenie oraz wykształcenie jest bardzo ważne. Żeby móc pracować jako przedszkolanka, trzeba mieć co najmniej ukończony licencjat z pedagogiki.

Hania, żeby sprawdzić się jako przedszkolanka, nie potrzebowała ukończonych studiów. Fajnie, że inicjatywa pomaga przejść przez tego typu bariery.


W przyszłości Hania może liczyć na zatrudnienie w Pani przedszkolu?

 

Jak najbardziej.  Wiele osób po studiach nie wie, jak praca ta działa w praktyce. Oczywiście studenci mają praktyki. Jednak brakuje praktyk, w których można zobaczyć, jak wygląda praca z dziećmi, jak z nimi rozmawiać oraz jak organizować zabawy. Zależy mi, żeby dziewczyny były naturalne w stosunku do maluchów. Nie miałam żadnych obaw co do Hani, tym bardziej że powitała nas nieprawdopodobnym uśmiechem. Wiedziałam, że dzieciaki ją polubią.

 

Zauważa Pani korzyści współpracy z projektem?

 

Tak! Bardzo pomogliście mi w wakacje (śmiech). To czas urlopów, więc brakuje nam pracowników. Hania naprawdę dużo pomogła w tym zwariowanym okresie. Wszędzie jest jej pełno, a z dziećmi bardzo szybko się zaprzyjaźniła. Przedszkolaki do niej lgną i przytulają się. Bardzo dużo skorzystaliśmy na tej współpracy. Myślę, że Hania również, ponieważ ma większą wiedzę, jak zajmować się maluchami oraz jakich błędów nie popełniać.

 

Może ma Pani jakieś wskazówki dla przyszłych praktykantów?


Możliwość praktyk w wieku 16-20 lat, to jest najlepsze, co można wpisać do listu motywacyjnego bądź CV. Nie ukrywam, że szukając stałych pracowników, patrzyłam też na doświadczenie. Szczerze powiedziawszy, gdyby  wykształcenie nie byłoby wymagane w przepisach prawnych, to nie zwracałabym uwagi na studia tylko na doświadczenie.

 

Jak Hania sobie radzi z pracą z dziećmi?

 

Fenomenalnie! Kiedy Hania zaczynała praktykę, to bardzo dużo obserwowała. Zwracała uwagę, jak pracuję mój zespół, jednocześnie naśladując pracę starszych stażem przedszkolanek. To bardzo ważna cecha pracownika, ponieważ może być skuteczniejsza, niż niejedna osoba mająca odpowiednie wykształcenie. Dziewczyny fajnie pracują i mają swoje sprawdzone metody, więc kwestia wykształcenia, czy wiedzy książkowej, może okazać się mniej wartościowa niż intensywna praktyka, polegająca na obserwacji i wyciąganiu wniosków. Hania podchodziła do swojej pracy intuicyjnie i szczerze powiedziawszy, nawet gdyby była chętna do dalszej współpracy, to zaproponowałabym jej taką możliwość. Ma to coś w sobie.

Jakie należy mieć podejście do dziecka? Być przyjacielem, czy może raczej być wymagającym wobec dziecka?

 

To bardzo trudne, żeby wyznaczyć umiejętnie granice, niezależnie czy jest się pedagogiem, nauczycielem czy rodzicem. Jasne – być przyjacielem dziecka to świetna sprawa. Ale dziecko nie może być twoim kumplem i traktowanie go na równi, też nie jest dobre. Należy wyznaczać granice, a jednocześnie być przyjacielem. Dopiero wtedy jest idealnie. Tego rozgraniczania nauczyłam się w pracy.

 

Jaki jest wobec tego przepis na sukces?

 

Na początku nie można pozwalać na zbyt wiele – to jest klucz. Dzieci powinny wiedzieć jakie są zasady. W przedszkolu działamy na obrazkach, dzięki temu łatwiej przekazać czego nie można. W przedszkolu łatwiej nauczyć dzieci dyscypliny, ponieważ grupa, może nakładać duży nacisk na dziecko, które nie chce słuchać, nawet jeśli jest z tych upartych. Jak nie słucha przedszkolak, to dajemy go na przykład, na krzesełko, które znajduje się na środku sali. Dzięki temu widzi inne dzieci, które się bawią, a ono zaczyna się nudzić. Dopiero jak upłynie określony czas, a dziecko zdobędzie się na przeprosiny i będzie świadome, jaki błąd popełniło, może wrócić do zabawy. W taki sposób maluchy uczą się ponoszenia konsekwencji za swoje nieodpowiednie zachowanie.

 

W takim razie, na co rodzice powinni szczególnie zwracać uwagę? Jakie metody stosować?


Nie reagować (śmiech). Bardzo często dziecko stara się wymusić płaczem. Nie można zwracać na to uwagi. To trudne, bo wzrok wszystkich zwraca się na nas. Trzeba dziecku pozwolić się wykrzyczeć. Pokazać swoją nieustępliwość i wykazać się asertywnością. Drugą ważną rzeczą, na którą powinno się zwracać uwagę jest wysyłanie sprzecznych sygnałów. To zdecydowanie zakazane. Bardzo często dla żartu mówimy do dziecka: idź, napsoć cioci. A później za to samo tylko w innej sytuacji dziecko dostaje karę. Albo, kiedy nasza pociecha zrobi coś, czego nie powinna, ale jednocześnie jest to dla nas na tyle zabawne, że mamy problem opanowania się od śmiechu. Nie możemy się śmiać, powinniśmy z powagą zwrócić uwagę. Często mamy takie sytuacje w przedszkolu, gdy jedna z nas musi na chwilę wyjść i wyśmiać się za drzwiami, żeby później z powagą do dziecka powiedzieć: tak nie wolno.

 

Dlaczego powinno się tak robić?

 

W ich umyśle nie ma odcienia szarości. Nie widzą tego, co jest pomiędzy czarnym a białym. Dla nich jest albo dobrze, albo źle.

 

Czyli dzieciom łatwiej nauczyć się zasad i konsekwencji w przedszkolu niż w domu?


Zdecydowanie łatwiej! Pracując w szkole, miałam styczność z dziećmi, które nie były w przedszkolu i tymi, które do niego uczęszczały. Oczywiście teraz będę uogólniać, ale dzieciom bez wcześniejszych doświadczeń pracy w grupie trudniej się odnaleźć w szkole. 2–letnie dzieci lepiej potrafią się zaadaptować niż 4 latki. Więcej potrafią zrozumieć. Moim zdaniem im wcześniej, tym lepiej – dla dziecka, jak i dla rodziców.

 

Jak rodzicom uświadamiać, że mogą popełniać błąd w wychowywaniu?

 

Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. A najlepiej podawać konkretne przykłady. Warto zapisywać sobie takie sytuacje w konkretnym dniu i pokazywać później rodzicom na przykładach. Dzięki temu łatwiej zrozumieć nasze  metody i przekonać ich do korzystania z nich.

 

Szczery uśmiech od ucha do ucha, olbrzymi optymizm oraz zapał do pracy, to cechy, którymi wyróżnia się Hanna Mikołajczyk, uczestniczka programu przed|PRACA.

 

Dlaczego postanowiłaś uczęszczać na praktyki do przedszkola?

 

Na co dzień dużo czasu spędzam z moją młodszą siostrą, bardzo lubię się z nią bawić i pomyślałam, że to może być ciekawa praca na wakacje.

 

Jak wyglądała Twoja praca?

 

Można powiedzieć, że od razu wpadłam w głęboką wodę (śmiech), dostałam pod swoją opiekę grupę małych dzieci. Na szczęście dziewczyny bardzo pomagały i nie czułam się osamotniona w obowiązkach – praca tutaj dała mi dużo satysfakcji.

 

Opowiesz coś więcej?

 

Przede wszystkim dostawałam wskazówki, jak radzić sobie z dziećmi, które są niegrzeczne i nie słuchają. Dziewczyny pomogły mi zdobyć autorytet, więc od początku było mi łatwiej.

 

Jesteś zadowolona z praktyk?

 

Praca w przedszkolu jest ciekawym doświadczeniem, czas bardzo szybko mija. Niby trzy tygodnie temu zaczynałam, a czuję się, jakbym zaczęła zaledwie wczoraj. Myślę, że dobrze się spisałam i pomogłam dziewczynom. Udało mi się również uzyskać wynagrodzenie z praktyk, z czego bardzo się cieszę!