To jakby cały świat ratował

Ilu z nas, zwłaszcza młodych, zastanawia się nad takimi kwestiami, jak II wojna światowa, zagłada ludzkości, wojenne losy naszych sąsiadów, przodków, rodzin? Jakie byłby relacje pomiędzy niemieckimi, polskimi i żydowskimi mieszkańcami Bielska-Białej? I czy ktoś, kto pełnił funkcję esesmana, mógł być wybawicielem?

Powyższymi pytaniami pragnę nawiązać do historii esesmana z KL Auschwitz, który ryzykował życiem, by nieść pomoc więźniom. Bielszczanina, który w obliczu piekła na ziemi nie wyrzekł się człowieczeństwa. 

Mowa o niejakim Edwardzie Lubuschu urodzonym 22 lutego 1922 r. w Bielsku, gdzie ok. 60% mieszkańców deklarowało pochodzenie niemieckie. Nie inaczej było z Lubuschem. Będąc już esesmanem, wpadł na pomysł założenia warsztatu ślusarskiego i odlewni żeliw, które, jak mogłoby się wydawać, miały przysłużyć się rozwojowi III Rzeszy. W 1942 r. został szefem warsztatu, a niedługo po tym awansował w hierarchii wojskowej.

W rzeczywistości jednak warsztat był miejscem „odpoczynku” dla wycieńczonych więźniów i punktem niesienia im pomocy.

Swoją funkcję Lubusch wykorzystywał do ułatwiania więźniom kontaktów z rodzinami, organizowania ucieczek oraz załatwiania lekarstw i dokumentów potrzebnych do ocalenia życia.

Jedną z osób, którym według relacji pomógł Lubusch, był Polak, jego rówieśnik, Edek Galiński. Galiński wraz z Wiesławem Kielarem zaplanował ucieczkę z obozu. W przedsięwzięcie wtajemniczył Lubuscha. Esesman miał zorganizować mundur oraz pas z kaburą i pistoletem. W lutym 1944 r. Lubusch zostawił jeden ze swoich mundurów w budce dla instalatorów, a kilka tygodni później w podobny sposób przekazał Galińskiemu pistolet z dwoma nabojami. Jednak u schyłku 1943 r. Galiński poznał polską Żydówkę Malę Zimetbaum, która ocalała dzięki swoim zdolnościom lingwistycznym – znała język francuski, flamandzki, niemiecki, angielski i polski. Kolega Galińskiego, Kielar, szybko zauważył, że Edek i Mala bardzo się w sobie zakochali. Z tego powodu Kielar zrezygnował z ucieczki, aby jego miejsce obok Galińskiego mogła zająć Mala. Cały plan ucieczki był bardzo dokładnie przemyślany. Galiński przebrany w mundur esesmana miał wyprowadzić z obozu podległą mu więźniarkę. 24 czerwca 1944 r. Mala i Edek uciekli i pieszo dotarli do podbielskich Kóz. Udali się dalej w kierunku Słowacji. Niestety, plan dalej się nie powiódł. Mala została przyłapana w sklepiku na Żywiecczyźnie. Galiński dobrowolnie dołączył do Mali i w ten sposób oboje trafili z powrotem do obozu, tym razem jednak do katowni bloku nr 11 obozu Auschwitz. Oboje byli bestialsko torturowani przez nazistów, którzy próbowali się dowiedzieć, kto pomagał im w ucieczce. Pomimo brutalnych tortur nie zdradzili Lubuscha. Zostali skazani na śmierć. Wyrok został wykonany 22 sierpnia 1944 r. 

W tym samym czasie Lubusch wyjechał z domu. Bielszczaninowi podobno pomagała Armia Krajowa, z ich relacji wynika, że Lubusch przyjeżdżał pod więzienia i pod pretekstem nakazu zabrania więźniów AK, wywoził żołnierzy. Kiedy pod koniec 1944 r. odwiedził w Bielsku swoją żonę i synka, został zatrzymany i umieszczony w tutejszym więzieniu. Tuż przed wkroczeniem Sowietów przeniesiono go do ciemnej i wilgotnej celi w Berlinie, a następnie wcielono do Volkssturmu – pospolitego ruszenia. Miało ono ratować ostatnie siły nazistowskich Niemiec. 

Lubusch uciekł po raz drugi, kierując się z powrotem do Polski. Po drodze przy jednym z polskich żołnierzy poległych na ulicach Berlina znalazł dokumenty na imię i nazwisko Bronisława Żołnierewicza. Od tego momentu w Polsce posługiwał się fałszywym imieniem i nazwiskiem. Wiedział jednak, że do Bielska nie może już wrócić, dlatego z żoną i synem osiedlili się w Wielkopolsce. Po wojnie żyli często w trudnych warunkach. Rodzina Lubuscha do dziś żyje rozproszona po Polsce, m.in. w Bielsku-Białej. 

Historia ta jest mało znana, a jednak jej bohaterowie wykazali postawy, na jakie większość z nas mogłaby się nie zdecydować w obliczu zagrożenia.

W myśl żydowskiej zasady z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie, to jakby cały świat ratował”. Jako Bielszczanka w imieniu ocalałych dziękuję za uratowanie wielu światów oraz niezatracenie szansy na polsko-niemiecko-żydowski dialog.

Artykuł ukazał się w #07 magazynie redakcjaBB.

Korekta: Agnieszka Pietrzak