Tutaj kobieta rządzić mi nie będzie!

Na pewno każdy z nas zna Antygonę Sofoklesa – historię o niezwykłej sile i determinacji młodej kobiety, walczącej o honor swojego brata. I chociaż od jej wydania minęło wiele lat, powieść nadal cieszy się niesłabnącą popularnością – być może dlatego, że (niestety) w dzisiejszych czasach nadal jest aktualna?

Julia Flos

Na samym początku zostajemy wprowadzeni w tajemniczy, trochę mroczny nastrój – wszystko dzięki przyciemnionej scenerii, mgle i trzem tajemniczym osobom (Martyna Gajak, Marcelina Budz, Katarzyna Pohl), których tożsamość i głosy poznajemy dopiero po jakimś czasie. Po trzymającym w napięciu wstępie (ze względu na anonimowość postaci i niepewność, co dokładnie się dzieje), przenosimy się wraz z bohaterkami na plażę, gdzie poruszają jeden z tematów sztuki – co poradzić na niesprawiedliwy ustrój i nakazy?

Co one, jako kobiety, mogą z tym zrobić? Jak się okazuje, potrafią zdziałać naprawdę wiele, jednak ich postawa pociąga za sobą niemałe konsekwencje.

Walcząc o honor Polimejka, Ismena, reprezentuje postawę bierną (nie wyrzeka się brata, ale woli być posłuszna wobec prawa), zaś Antygona chce działać i urządza mu symboliczny pogrzeb. I chociaż robi to w absolutnej tajemnicy (nie angażując nawet młodszej siostry), to wkrótce obie stają przed obliczem surowego, bezlitosnego Kreona (Tomasz Sylwestrzak). Kiedy król pojawia się na scenie, widzimy go stojącego ponad Antygoną, co symbolizuje jego wyższość i władczość, ale znajdujący się między nimi mur może oznaczać również strach przed siłą kobiety. Władca woli się od niej odgrodzić – gdyby znalazł się bliżej, nie byłby już taki pewny siebie. Młodej Antygonie towarzyszy w procesie jej dojrzała wersja siebie, która w końcu staje obok, delikatnie steruje jej ruchami i styka się czołem, wlewając w dziewczynę przypływ odwagi.

Spektakl jest bogaty w metafory i symbolikę – kolejną możemy zauważyć, kiedy Kreon każe sprowadzić Ismenę i związać obie siostry sznurami, za które w każdej chwili może pociągać. Obrazuje to jak patriarchat może sterować kobietami i traktować je jak marionetki, które przywołuje do porządku, ilekroć próbują się wyrwać. Siostry mimo to próbują chronić się nawzajem, jedna usprawiedliwia drugą, dzięki czemu dostrzegamy łączącą je silną więź – jeżeli któraś wpadnie w tarapaty, to będą się wspierać, ponieważ walczą o wspólną sprawę. Jest to ważny element w sztuce, który uświadamia nam jak my – kobiety – powinnyśmy się zachować, kiedy któraś wpadnie w kłopoty po sprzeciwieniu się niesprawiedliwemu systemowi.

Antygona w interpretacji Gosi Dębskiej nie jest jednak zero-jedynkową historią o walczących kobietach i złych mężczyznach, którzy wszystko utrudniają. W pewnym momencie pojawia się syn Kreona (Radosław Sadowski), który pomaga siostrom zdjąć sznury i unosi w górę pięść Antygony – jest to gest, który często pojawia się w sztuce jako symbol walki, determinacji oraz siły. Zanim zanosi ją ponownie przed oblicze króla, gdzie zapadnie jego ostateczna decyzja, przytula ją w pasie i klęka przed nią, oddając dziewczynie cześć. Pokazuje to, jak niektórzy mężczyźni doceniają kobiety oraz ich poświęcenie, ale niekiedy i oni są bezsilni w obliczu patriarchatu – Hajmon musi stać po stronie ojca, choć tego nie chce. Po zapadnięciu wyroku, Kreon zostaje z synem sam na sam – kiedy zaczyna drwić z chłopaka, że dał się zbałamucić kobiecie, on odpowiada głośno

Nie mam się czego wstydzić! i zbuntowany odchodzi, nie chcąc mieć z ojcem nic wspólnego.

Dwie Antygony i nadzieja na zwycięstwo kobiet to nie jedyne zmiany, jakie pojawiają się w sztuce – ogromną robotę robi także chór żeński, których śpiew ma w sobie słowiański klimat. Kiedy trzy bohaterki odwracają się w stronę Kreona, obrazują w pewien sposób dopadające go rozmyślania bądź świadomość, że jego prawo jest niemoralne. Jego serce jest jednak tak stwardniałe, że nic go nie rusza i ponownie ignoruje głosy kobiet. W oryginalnej Antygonie występuje chór tebańskich starców, którzy opowiadają widzowi o przeszłości (czyli co działo się w czasie wojny), o aktualnych wydarzeniach, a nawet prowadzą dialog z Kreonem. Król chętnie z nimi dyskutuje, ale ponieważ w interpretacji Banialuki śpiewają kobiety – władca nie chce mieć z nimi nic wspólnego.

Chociaż wydaje się, że wszystko jest stracone, nagle pojawia się  nadzieja – może pozornie delikatna Ismena wreszcie się przełamie i będzie zdolna jakoś pomóc siostrze

? Zakończenie trochę zaskakuje, ale nie pozostawia złudzeń. W końcu w każdej z nas drzemie pewna siebie, odważna Antygona, która spokojnie odsuwa strachliwą Ismenę, żeby dodać nam siły i odwagi do stawiania czoła przeciwnościom.

Zdjęcia: Natalia Jabcoń

Korekta: Wiktoria Zontek, Natalia Jabcoń

Teksty