O polskiej mentalności

Delikatny powiew świeżości, dawno nie słyszany śpiew ptaków, śmiejące się dzieci biegające za piłką. Chcąc, żeby pierwsze letnie promienie słońca odtaiły mój umysł, wzięłam książkę pod pachę i z hedonistycznym zacięciem zaległam na leżaku.

Obudziłam się zlana zimnym potem. Śniło mi się, że gdy wchodziłam do sklepu, ekspedientka odpowiedziała z uśmiechem na moje „dzień dobry!”,  na ulicy nikt nie obrócił się za moją przyjaciółką wyglądającą jak przystojny chłopak, a jadąc autobusem nie słyszałam pasażerów narzekających na to, co ich boli i jak bardzo są zmęczeni,  zamiast tego mówili o tym, co ich właśnie ucieszyło! – Przecież mieszkam w Polsce, to sen – pomyślałam.

Ostatnio w sieci modne jest branie udziału we wszystkich możliwych wydarzeniach: „W 2016 roku wykąpię się w wodzie po pierogach”, „Zostanę super loszką”, „NIE dla bułek z masłem” etc. Moją uwagę zwróciło wydarzenie –  „Tak dla delegalizacji Marii Peszek”. Bardzo szanuję i lubię tę artystkę, więc z ciekawości zaczęłam czytać komentarze. Posty i zdjęcia potwierdziły tylko fakt, że mój sen nie mógł być rzeczywistością.

Dlaczego nasza mentalność zawróciła z biegiem ewolucji? Dlaczego najchętniej palilibyśmy innowierców i czarnoskórych?  Mentalność definiujemy jako subiektywny stosunek do społecznej rzeczywistości. Składają się na to: nasze przekonanie, jak powinno być oraz czynniki ekonomiczne, społeczne, kulturowe, z których każdy przyczynia się do postrzegania przez nas otaczającego świata. U Polaków bardzo widoczny jest kompleks niższości, co niezaprzeczalnie wpływa na naszą mentalność.  Na ogół nie doceniamy własnego kraju, to, co polskie z reguły uważamy za gorsze niż to, co zagraniczne. Nie doceniamy rodzimych firm, lekarzy, naukowców, specjalistów z różnych dziedzin. Jesteśmy negatywnie nastawieni do innych rodaków. Wychodzimy z założenia: „wszyscy chcą mnie wykorzystać”. Z badań wynika, że tylko 12 proc. Polaków uważa, że ludziom można ufać, dlatego sądzimy, że każdy sprzedawca chce nas naciągnąć, każdy bogaty jest złodziejem, biedny nierobem i nieudacznikiem, politycy kłamią, a telewizja robi ludziom wodę z mózgu. Ta podejrzliwość hamuje nasz rozwój.

Nie mamy zaufania nie tylko do Polaków, ale też do polskich produktów. Francuska elegancja, niemiecka solidność, szwajcarska precyzja czy japońska miniaturyzacja to tylko kilka przykładów budowania marki państwowej. Polacy są w stanie zapłacić trzy razy więcej za obce towary, nie doceniając polskiego kapitału. W warunkach globalizacji budowanie marki narodowej jest bardzo ważne. Tymczasem sami wytwarzamy stereotypy, które podkopują nasz kraj na arenie międzynarodowej.

Mamy gigantyczne kompleksy i z tego bierze się nasza ksenofobia. Mamy pretensje do tych, z którymi przegrywamy w dziedzinie kultury, sztuki, gospodarki, a nawet sportu – zwłaszcza jeśli są to nasi sąsiedzi. Mamy również poczucie wyższości nad tymi, którzy są jeszcze bardziej zacofani niż my, mniej osiągnęli na arenie międzynarodowej i przegrywają z nami.

W Polsce bardzo łatwo zostać debilem. Wystarczy źle zaparkować – „ale debil, zróbmy mu zdjęcie i leci na MISTRZOWIE PARKOWANIA w mieście X”, napisać słowo z błędem – „debilu, kup sobie słownik, a  potem bierz się za komentowanie i rozmowę”, słuchać muzyki, która nie odpowiada ogółowi – „mazur debilu w przeszłości mój dziadek kazał twojemu odrabiać pańszczyznę*” – czytam. Polacy nie wybaczają błędów, złych decyzji, bo na błędach popełnianych przez innych budujemy poczucie własnej wartości. Wytykanie sobie błędów prowadzi do niekończącego się udowadniania racji i rzucania wyzwiskami równie wysokich lotów jak sama mentalność hejterów.

Cynizm i tendencyjność zionie w Internecie z każdego zakamarka. Nasze narodowe kompleksy powodują, że jesteśmy przewrażliwieni na punkcie tego, co inni o nas powiedzą czy pomyślą, dlatego najlepiej jest obrażać wszystko i wszystkich. Krytyka drugiego jest dla nas jak lek na całe zło.

Dlatego jeśli ktoś nie będzie chciał delegalizować Marii Peszek, Lecha Wałęsy czy Roberta Lewandowskiego, nie każmy jego dziadkowi odrabiać pańszczyzny. Zacznijmy ufać ludziom, doceniać drugiego człowieka. Budujmy Polskę, w jakiej chcielibyśmy żyć, a nie bądźmy jak skromna panna na wydaniu, czekająca na to, że któregoś dnia pojawi się KTOŚ, kto dostrzeże piękno krajobrazu, doceni osiągnięcia naukowe i kulturowe, zobaczy odrestaurowane zabytki, świetnie wykształconych, młodych ludzi, dynamicznie rozwijającą się gospodarkę. KOGOŚ, kto będzie za nas uśmiechał się do innych i mówił z sympatią „dzień dobry”. KOGOŚ, kto powie, że jest dumny z bycia Polakiem. Jeśli sami w to nie uwierzymy, dalej będziemy hejtować, delegalizować, palić czarnoskórych i  innowierców tańcząc swój chocholi taniec, który nie posuwa nas do przodu.

*mój ulubiony hejt ze strony o delegalizacji Peszek.

Grafika: Olga Then
Korekta: Aleksandra Dębińska