Pokemonów ciąg dalszy

Niegdyś bałam się wejść do łazienki po ciemku, teraz biegam po północy po mieście wrzeszcząc: „Gdzie jesteś, Pikachu?!”

Parę dni temu do Polski zawitała oficjalna aplikacja Pokémon GO – dla jednych przynosząc spełnienie marzeń, innych zaś cichaczem przyprawiając o białą gorączkę. Jak pewnie wiecie, za granicą pokemony osiągnęły kolosalny sukces – wydawca gry, firma Nintendo, zdążyła już zarobić sumy tak krezusowe, że ich akcje przerosły wartość giełdową Sony i Microsoftu. Pytanie tylko, czy firma żeruje na popularności marki, czy może ich najnowszy produkt rzeczywiście zasługuje na rundę aplauzu?

Po zainstalowaniu aplikacji, zamiast od razu wejść do magicznego świata, przygotuj popcorn, włącz dobry film. Dopiero wtedy, gdy zapewnisz sobie zajęcie na najbliższe godziny bez potrzeby oddalania się od routera wi-fi, kliknij na pokeball – ikonkę gry. Na początek ustaw swoją datę urodzenia, wedle upodobania. Jeśli oczekiwałeś szybkiego, bezproblemowego logowania, rzeczywistość Cię rozczaruje. Godzina, może dwie – tyle właśnie zajmie Ci połączenie z serwerem. Ciesz się, że nie zmarnujesz tego czasu tak jak wielu przed Tobą, bo zostałeś ostrzeżony.

Kiedy już wejdziesz do świata pokemonów (a przynajmniej do jego przedsionka) poznasz przemiłego profesora, który teoretycznie oprowadzi Cię po realiach gry. Najpierw tworzysz swojego trenera: czapka, buty, oczy, do wyboru, do koloru. Po zakończeniu ustawień nareszcie przechodzisz do gry. Teraz musisz złapać swojego pierwszego pokemona. Jeśli telefon (tak jak w moim przypadku) nie zaciął Ci się podczas kreowania swojego wizerunku to teraz już z pewnością to nastąpi. Łapiesz wybranego przez siebie „zwierzaka” i w sumie… na tym kończy się samouczek. A może nie?

Przecież pokemony są świetne, a to czy serwery będą przeciążone w momencie grania jest niczym innym jak kaprysem losu.

Osoby, które zaznajomiły się z poprzednimi grami, nie powinny mieć większych problemów z przejściem przez samouczek. Ba, w przypadku niektórych może on się okazać wręcz bezużyteczny! Jednak istnieje też druga strona medalu – co stanie się z osobami mającymi pierwszy raz do czynienia z tymi kultowymi postaciami? Czymże są dziwne ikony wyświetlane na ekranie telefonu? Gdzie znaleźć pokemony? Jaki jest w ogóle cel ich łapania? Z czasem z pewnością odpowiedzi na takie czy inne pytania zostaną odkryte, lecz czy nie jest to zniechęcające dla trenerów, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w drodze na szczyt?

Pokémon GO oferuje nam do eksploracji przepastny świat, po brzegi wypełniony wirtualnymi stworkami, więc nie zniechęcajcie się długim oczekiwaniem czy trudnymi początkami. Może to właśnie ta gra Was urzeknie.

Już kiedy produkt Nintendo został zapowiedziany, wiadomym było, że zmiana modelu grania ze statecznego na mobilny nieźle namiesza na rynku. Ale śmiem twierdzić, że nikt nie spodziewał się, że osiągnie aż taką popularność w tak krótkim czasie. Zresztą co się dziwić – Pokémon GO to świetna okazja, by rozruszać się przy tym, co lubisz. Nie musisz już kisić się w pokoju – teraz możesz iść na miasto z przyjaciółmi, wybrać się na spacer czy wyprowadzić psa, jednocześnie grając! Jak widzicie, opinie są podzielone. Jedno jest jednak pewne – Nintendo trafiło w dziesiątkę. A co do samej gry – ocenę aplikacji pozostawimy Waszemu osądowi.

Pokémon GO testowali dla Was: Zuza Gąsiorek i Przemek Ornicz.

Zdjęcie: Przemek Ornicz
Korekta: Aleksandra Dębińska