Przeciw poetom

Matura zbliża się wielkimi krokami, więc aby sprostać wyzwaniu, jakie stawia przede mną rozszerzony polski, oddałam się lekturze „Dzienników 1953-1956” autorstwa Gombrowicza. Natrafiłam w nich na temat, który wydaje mi się bardzo aktualny, a niekoniecznie poruszany podczas różnych dyskusji. Mianowicie, Witold Gombrowicz podaje w wątpliwość kult Poezji i Poetów, uwielbienia, którym są obdarzani. Wytacza rozprawę „Przeciw poetom”, jak i sztuce rozumianej ogólnie, toteż i ja postanowiłam zabrać głos w tej kwestii.

Poezja nie jest w stanie nas zaskoczyć?
Człowiekowi, który określa się mianem inteligenta, przypisuje się szereg cech. Wśród nich znajduje się m.in. zainteresowanie i pogłębianie wiedzy w zakresie kultury i sztuki. Bowiem arystokrata umysłowy niewątpliwie wybierze zawsze teatr zamiast kina, poezję zamiast zwykłej prozy i wyjście na wernisaż zamiast imprezy. Będzie się rozkoszował każdą chwilą obcowania ze sztuką i z wielką pasją opowie o swoich wrażeniach. Rzecz w tym, że jest to wyłącznie forma, przyjęty schemat postępowania. Inteligentnemu człowiekowi nie wypada już po prostu powiedzieć, że jest zmęczony i wolałaby tak naprawdę zobaczyć film w kinie (oczywiście z repertuaru kina ambitnego, ale jednak film) zamiast pójść do teatru i przeczytać dobrą książkę, zamiast interpretować kolejny, patetyczny wiersz. Podobną tezę zawarł Witold Gombrowicz w swojej rozprawie, której teza brzmiała, „nikt prawie nie lubi wierszy i że świat poezji wierszowanej jest światem fikcyjnym oraz sfałszowanym wyda się, przypuszczam, równie śmiała, jak niepodważalna”. I mnie, wiersze także wcale się nie podobają. Nie odczuwam przyjemności w ich odczytywaniu i uważam, że trzeba mieć specjalne predyspozycje, by dać się porwać językowi tego monotonnego śpiewu, bez przerwy wzniosłego, w którym co krok znajdziemy rymy. Liryki nie są w stanie nas zaskoczyć. Każdy z nich przybiera tę samą formę.

Naiwność i nowoczesność
Ścisłą grupę wielbicieli poezji charakteryzuje przede wszystkim naiwność, która objawia się w ekscytacji i poklasku dla wszystkiego, co etykietą wiersza jest opatrzone i należy do gatunku sztuki. W swoim szkicu Gombrowicz przytacza przykład eksperymentu, który przeprowadził. Pewnego razu przygotował koncert, co prawda nie był wirtuozem muzycznym, ale uprzedził wcześniej znawców i zapowiedział, że wykona utwory z cyklu „nowoczesnej muzyki”, co sprawiło, że koncert zakończył się oczywistym powodzeniem.

Kolejnym przykładem było stworzenie nowych wierszy, w oparciu o wyrwane z innych utworów zdań lub fragmentów tworzących absurdalne znaczenie. „Nowoczesna poezja” również znalazła swoich miłośników.

Poczynania te znajdują odzwierciedlenie w dzisiejszych performance’ach, których wartości trudno jest się zwykłemu człowiekowi doszukać, a o sztuce rozwoju wiedzą nie rzadko jedynie osoby, które zdecydowały się ten pokaz przygotować.

Innym przykładem obnażającym fałszywy pogląd na sztukę jest  reklama, której bohaterowie przychodząc do galerii odwiesili na wieszak swoje okrycia wierzchnie. Wychodząc, ku ich zdumieniu, spotkali grupkę ludzi zgromadzonych wokół ich płaszczy, którzy roztrząsali znamienne słowa, „Co autor chciał powiedzieć poprzez stworzenie takiej instalacji?”. Jednoznacznie pokazuje to i wykpiwa współczesne nastawienie do sztuki, którą stanie się wszystko, czemu tylko dokleimy tę łatę.

Zrozumieć poezję?
Wracając do poezji, autor „Ferdydurke” słusznie zauważa, że poezja jest tworzona przez poetów dla poetów, wyznawców takich, jak oni sami. Z czego wynika niezrozumiałość liryki przez przeciętnego odbiorcę. Bardowie uciekają od przeciętnej rzeczywistości w abstrakcyjną poezję. Z chwilą, gdy tracą z oczu konkretną istotę ludzką, już nic nie może ich obronić przed osunięciem się w przepaść absurdu – mówi Gombrowicz. Te same tezy głosił Platon, kiedy nawoływał do wypędzenia poetów z kraju. Dla filozofa poezja – i w ogóle sztuka – była wadliwym i wtórnym naśladownictwem świata zmysłowego, imitacją i pozorem rzeczywistości.

Poeci „nie dotykają prawdy”, a poezja funkcjonuje jedynie, jako narzędzie psucia wyobrażeń. Witold Gombrowicz pogłębia te słowa, mówiąc, że „wszystko zaczęło im rosnąć samo przez się.” Język poetycki owładnęły metafory, które rozprzestrzeniły się do tego stopnia, że w wierszach nie ma nic więcej oprócz nich.

Pisarz na tym nie kończy swojej gawędy bowiem, problem naszego obcowania ze sztuką jest o wiele bardziej złożony. Poucza nas, że aby cokolwiek zrozumieć, musimy odłożyć na bok myśl, iż „sztuka nas zachwyca” i że „rozkoszujemy się sztuką”. Ona tylko do pewnego stopnia nas zachwyca, a płynąca z niej rozkosz jest wysoce wątpliwa… W końcu nie każdy z nas uzna za doskonałą tą samą rzecz. A opinii jest tak wiele, jak wielu jest ludzi, którzy je głoszą.

Kluczową rolę w naszym pojmowaniu kunsztu artystycznego odgrywa szkoła. „Czy myślicie, że gdyby nas w szkole nie zmuszano do zachwycania się sztuką, mielibyśmy dla niej w późniejszym wieku, tyle gotowego już zachwytu?” stawia swoim czytelnikom pytanie Gombrowicz. Można by się pokusić o przytoczenie innego tekstu pisarza, w którym przyjmuje jednoznaczne w tym temacie stanowisko. Ukryty za postacią Gałczyńskiego z powieści „Ferdydurke” mówi, że nie jest w stanie przeczytać więcej niż kilka strof wiersza, a to, co czyta, nie przynosi mu spodziewanej rozkoszy. Nie rozumie, jak można się „rozpływać”, mówiąc o poezji – i jak to jest w przypadku Słowackiego – nikt by tego nie czytał, gdyby nie musiał, bo tego wymaga chociażby obowiązek szkolny. Na to nawet uczony profesor Bladaczka nie jest w stanie podać argumentu, poza stale powtarzaną frazą, że „Juliusz Słowacki wielkim poetą był”. A dlaczego był wielki? Tego nawet sam nauczyciel może być nie do końca świadomy.

Sztuka dla sztuki
„Sztuka dla sztuki” głosi hasło modernistów. Może faktycznie ich pogląd, mówiący wyłącznie o estetycznej funkcji sztuki, bez przypisywania nadmiernego wydźwięku jest poprawny. I tylko ludzie zapragnęli przypisać jej szereg zbytecznych zastosowań, mających z czasem destrukcyjny wpływ. Bo przecież, kiedy „wszyscy zachowują się, jak gdyby byli zachwyceni, choć nikt nie jest naprawdę, w tym stopniu przynajmniej, zachwycony” to, jaki czynnik będzie w stanie zatrzymać tę machinę pozorów i zbytecznego uznania? Fałszywość, to chyba najcięższy zarzut przeciw poetom i sztuce.

Znalazłam się więc w obliczu następującego dylematu: tysiące ludzi pisze wiersze; setki tysięcy wielbi poezję; znakomici geniusze wypowiadali się wierszem, od zarania dziejów liryki istnieją – a wobec nich ja, przeciwstawiająca się tej wzniosłości, z odrobiną złości ośmielam się wytoczyć mój sprzeciw. Śmiem twierdzić, że tylko ktoś biegły w obłudzie jest w stanie gloryfikować coś, co mu się nie podoba, choć by wypowiedzieć własne zdanie w dzisiejszych czasach, które w dodatku jest odmienne od ogólnie przyjętego standardu, potrzeba nie lada odwagi. Może wystarczy tylko zmienić nastawienie? I jak zauważa Gombrowicz poprzez sztukę wyrażać przede wszystkim własne poglądy, a „od czasu do czasu przerwać naszą pracowitą twórczość i skontrolować czy to, co wytwarzamy, nas wyraża”.

Korekta: Aleksandra Skórzak
Zdjęcie: Dagmara Mętel