Dobro jest większe i silniejsze

W tym roku minie 25 lat, od kiedy po raz pierwszy ruszyła z konwojem pomocy humanitarnej w tereny objęte konfliktem wojennym. Razem ze swoim zespołem pomagają milionom ludzi na całym świecie. Poznajcie Janinę Ochojską, założycielkę i prezeskę Polskiej Akcji Humanitarnej.

 redakcjaBB: Co Panią wkurza?

Janina Ochojska: Raczej nie używam tego słowa. Jestem trochę staromodna, jeśli chodzi o język. Jednak rzeczywiście, nie mogę pogodzić się z tym, że na świecie ludzie wciąż umierają z powodu głodu. Być może nie jesteśmy w stanie zapobiec wojnom, ale fakt, że 660 milionów ludzi nadal nie ma dostępu do wody pitnej, jest dla mnie czymś oburzającym. Ludzkość stać na wyżywienie wszystkich. A to, że tak się nie dzieje, cóż… Jest to wina każdego z nas. Chcemy kupować wszystko możliwie jak najtaniej – ubrania, żywność, sprzęty elektroniczne. Nie myślimy o tym, że nasza oszczędność prowadzi do skrajnego ubóstwa krajów, które te dobra produkują. Zatem jeśli już coś mnie „wkurza”, to jest to bezmyślność.

Czy człowiek jest w stanie nauczyć się wrażliwości na ludzkie potrzeby i cierpienia?

Oczywiście, że tak! W październiku 1992 roku wyjechałam z francuską organizacją do Sarajewa. Bardzo poruszyło mnie to, co tam zobaczyłam. Zniszczenie, ruina, ludzie, którzy stracili wszystko, stłoczeni w jakichś upokarzających warunkach. Chciałam coś zrobić i zrobiłam. Dokładnie 26 grudnia 1992 zorganizowaliśmy własny wyjazd. Wymieniam tę datę, bo uważamy ją za umowny początek istnienia Polskiej Akcji Humanitarnej. Kiedy wróciliśmy z wyprawy, były już przygotowane następne ciężarówki, byli ludzie, którzy chcieli jechać. Byli zorganizowani wolontariusze, były dary. I tym sposobem ruszył drugi konwój. Niestety jego powrót nie był taki, jakiego się spodziewaliśmy. Konwój ostrzelano. Zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne. To był dla nas moment bardzo trudny. Moment odpowiedzi na pytanie, czy strzały snajpera wystarczą, by zatrzymać pomoc humanitarną. Czy jest to coś ważniejszego? Odpowiedź była jasna. [Obecnie Polska Akcja Humanitarna nie organizuje już konwojów z pomocą humanitarną – przyp. red.].

Polska Akcja Humanitarna robi bardzo wiele dla ludzi potrzebujących, ale trzeba zaznaczyć, że to na Pani barkach spoczywa największa odpowiedzialność. Skąd czerpie Pani motywację i siłę do działania?

 Motywacją jest dla mnie to, że świat się zmienia na lepsze. Zmienia się dzięki nam. Jeśli zliczyć wszystkie osoby, którym pomagamy, to byłyby to liczby podawane w milionach. Nie mogę powiedzieć „ja”, ponieważ jesteśmy „my”. Polska Akcja Humanitarna swoją działalność opiera na pracy mnóstwa znakomitych ludzi, którzy wiedzą i potrafią o wiele więcej ode mnie. I to jest świetne. To jest coś, co daje mi nadzieję na to, że Polska Akcja Humanitarna będzie trwała. Nawet jeśli mnie zabraknie.

Często w wywiadach wspomina Pani, że pomagać należy mądrze. Mądrze, czyli jak?

Pomoc mądra pozwala człowiekowi zdobyć niezależność i utrzymać godność. I nie chodzi o to, żebym to ja była zadowolona, ale ten, kto potrzebuje pomocy. Nie robimy tego dla siebie, robimy to dla innych.

Budowa studni, na przykład, zarówno ratuje życie, jak i pozwala wiosce się rozwijać. Można dzięki niej nawadniać pola, można produkować żywność. Kobiety nie muszą daleko chodzić po wodę, więc mogą poświęcić więcej czasu swojej rodzinie, zacząć myśleć o założeniu biznesu. Jeśli da się tym ludziom studnię, oni sami będą się rozwijać. Kiedy po półtora roku wróciłam do Sudanu i zobaczyłam wioski, gdzie stanęły nasze studnie, byłam pod wrażeniem. Dużo zieleni, kobiety założyły ogródki, hodowały warzywa, owoce… samo szczęście.

Co jest najtrudniejsze w pomocy humanitarnej?

Najtrudniejsza jest świadomość, że nie możemy pomóc wszystkim, a co za tym idzie – konieczność dokonania wyboru. Wyboru, który bardzo ciąży, bo nie da się nie myśleć o tych, których pozostawia się bez wsparcia. W szczególności pracownicy misyjni muszą nauczyć się dźwigać ten ciężar psychiczny i uświadomić sobie, jaki ogrom odpowiedzialności spoczywa na nich i na ich czynach. Z drugiej strony ta praca bardzo dużo daje. Uczy pokory, wrażliwości i postrzegania świata.

Czy miała Pani kiedyś takie uczucie, żeby to wszystko zostawić, zająć się czymś innym?

Nie. Ta praca jest czymś takim, co wchłania się w siebie. Co by to znaczyło, gdybym powiedziała sobie: „Mam dosyć, zajmę się czymś innym”? Nie miałoby to sensu. Im dalej, tym więcej zobowiązań i możliwości. Mamy pięć misji: w Sudanie Południowym, w Somalii, na Ukrainie, w Syrii i w Iraku. Chcielibyśmy robić więcej. Ważne jest też dla mnie to, aby mieć u boku taką ekipę, która pozwoli działać naszej organizacji, kiedy już nie będę mogła kliknąć w myszkę.

Oglądając wiadomości ze świata, można mieć poczucie, że nie dzieje się dobrze. Jak wygląda to z Pani perspektywy – człowieka, który odwiedza tereny objęte wojną, śledzi sytuację ludzi najbardziej potrzebujących?

Dobro nie jest atrakcyjne. Dobra jest o wiele więcej niż to, co dociera do nas za pośrednictwem mediów. One głównie skupiają się na tym, co jest złe. Stąd właśnie bierze się nasze przekonanie o tym, że wszystko jest beznadziejne, a każdy nasz wysiłek zbyt marny. To nieprawda! Ja wierzę, że to dobro jest większe i silniejsze.

Sudan Południowy, 2011. Fot. Bart Pogoda

Jak to się dzieje, że PAH decyduje się na pomoc w danym kraju? Skąd czerpią Państwo informacje na temat tego, co się dzieje na świecie?

Kryteria podejmowania wyboru są różne. W dużej mierze opierają się na naszym doświadczeniu. W czasie, kiedy organizowaliśmy pomoc w Bośni, Serbii oraz w Kosowie, wybuchła wojna w Czeczeni. Był to czas, w którym ludzie zaczęli do nas dzwonić nie z pytaniem, czy pomożemy w tym właśnie miejscu, lecz z pytaniem, gdzie przesłać pieniądze i co jest potrzebne. Kiedy była powódź w Polsce, nie mogliśmy sobie pozwolić na pytania, czy będziemy pomagać, tylko kto i w jaki sposób będzie to robił. Były takie sytuacje, w których było oczywiste, że pomożemy. Natomiast pomoc w Sudanie Południowym była świadomą decyzją. Chcieliśmy zacząć pomagać w Afryce. Dokonaliśmy wyboru kraju dzięki naszemu koledze, który pojechał i zweryfikował sytuację na miejscu. Wiedzieliśmy, że jest to kraj, dzięki któremu my jako organizacja możemy się rozwinąć, jednocześnie skutecznie pomagając tym ludziom. Z kolei po trzęsieniu ziemi we Włoszech nie zdecydowaliśmy się na pomoc. Nie dlatego, że była to katastrofa mniej ważna, ale dlatego, że pomoc, którą Włochom zaoferował świat, dawała przesłanki, by twierdzić, że nasz udział w tej akcji będzie zbędny. Każdą sytuację badamy indywidualnie. Patrząc na nasze decyzje z perspektywy czasu, wszystkie były trafione.

Czy technologia wpływa na proces pomagania ludziom?

Tak. Po pierwsze chodzi o logistykę, przekazywanie informacji i ich zdobywanie. Korzystamy ze wszystkich mediów społecznościowych. Utrzymywanie kontaktu z misjami jest możliwe dzięki Internetowi. Technologia zmieniła też sposób komunikowania się z ofiarodawcami. Byliśmy pierwszą w Polsce organizacją, która wprowadziła płatność kartą kredytową poprzez stronę internetową i metodę click to donate [Więcej informacji na stronie akcji Pajacyk www.pajacyk.pl – przyp. red.]. Spowodowało to również zmianę kontaktu z naszymi beneficjentami. Zbieranie informacji z terenu odbywa się o wiele szybciej. Dzisiaj laptop jest czymś absolutnie koniecznym w pracy koordynatora pomocy humanitarnej.

Jakie były Pani plany, kiedy była Pani w naszym wieku?

Mając dwanaście lat, przeczytałam książkę „Obrazy nieba” Jana Gadomskiego. Byłam pewna, że zostanę astronomem i do tego dążyłam. Chciałam pracować naukowo. Wyobrażałam sobie, że będę odkrywała tajemnice wszechświata. Skończyłam studia, zostałam zatrudniona w PAN w pracowni astrofizyki. Swoją przyszłość widziałam bardzo jasno.

Czy coś, mimo wszystko, mogło wskazywać, że zajmie się Pani w przyszłości pomocą humanitarną?

Jako nastolatka wychowywałam się w ośrodku dla młodzieży niepełnosprawnej w Świebodzinie. Uczono nas wzajemnego pomagania sobie, bycia aktywnym. Kiedy przyjechałam na studia do Torunia, zetknęłam się z duszpasterstwem akademickim i nie wyobrażałam sobie, że zajmę się tylko nauką. Szukałam swojej drogi. Znalazłam ją właśnie tam. Ojciec Wołoszyn uważał, że powinniśmy najpierw nabrać ogłady, patyny, wiedzy i dopiero wtedy skutecznie działać społecznie. Zdecydowałam się również podpisać list protestacyjny przeciwko zmianom w Konstytucji, które miały nasz kraj połączyć nierozerwalnie ze Związkiem Radzieckim. Potem zaangażowałam się w działalność opozycyjną. Zawsze byłam taką osobą, która nie siedziała w domu, która ciągle się w coś angażowała. To był mój żywioł. Nie dziwię się, że pomoc humanitarna mnie tak wciągnęła. Zawsze interesowało mnie wpływanie na świat, zmienianie go na lepsze. Na pewno nie marzyłam o tym, żeby być pracownikiem humanitarnym i prowadzić taką organizację jak PAH. Kiedy jednak po zorganizowaniu kilku konwojów tak właśnie się stało, wiedziałam, że chcę to robić do końca życia.

Sudan Południowy, 2011. Fot. Bart Pogoda

Co Janina Ochojska poradziłaby młodym ludziom?

Nie dajcie się ogłupić mediom, bieżącej sytuacji. Zawsze patrzcie głębiej. Chciałabym, żebyście znali świat od tej drugiej strony i sami dokonali wyboru, co chcecie robić w życiu. Każdy z nas w życiu codziennym może nie wyrzucać jedzenia, oszczędzać elektryczność i wodę. To ma wpływ na życie ludzi w krajach najbiedniejszych. Musimy mieć świadomość, że to, jak żyjemy – ja nazywam to życiem etycznym – może mieć dobry albo negatywny wpływ na poziom życia ludzi na tych obszarach. Kupując ubrania marek, które korzystają z pracy dzieci, sprawiamy, że te dzieci niewolniczo pracują. Powinniśmy postawić sobie pytanie: „Czy popieram w ten sposób niewolniczą pracę dzieci?”. Dokonujcie takich wyborów, jakich chcecie, ale róbcie to świadomie.

Janina Ochojska urodziła się w 1955 roku w Gdańsku. Założycielka i prezeska fundacji Polska Akcja Humanitarna. Astronom z wykształcenia, działaczka społeczna z wyboru. Zorganizowała pierwszą polską misję pomocy w Kosowie, potem w Czeczenii, Iraku, Iranie, Libanie, na Sri Lance, w Afganistanie, Sudanie, Darfurze i Autonomii Palestyńskiej. Od założenia fundacji rozwija i promuje PAH, nieustannie aktywnie działając w terenie.

Wywiad został opublikowany w #6 magazynie redakcjaBB.

Nagranie ze spotkania, podczas którego Janina Ochojska udzieliła wywiadu młodym ludziom z projektu redakcjaBB jest dostępne na naszym Facebooku.

Korekta: Ewa Kuchta
Zdjęcia: Bart Pogoda

Teksty
redakcjaBB