Biegnąc po krawędzi człowieczeństwa – Cyberpunk: Edgerunners

Cyberpunk: Edgerunners to wytwór wielu współpracujących ze sobą kultur: historia napisana przez Polaków_ki z CD Projekt Red rozgrywa się w uniwersum amerykańskiej gry fabularnej Cyberpunk 2020 autorstwa Mike’a Pondsmitha, a całośc została zanimowana przez japońskie studio Trigger. W taki sposób powstało rewelacyjne anime będące kolejną – obok Castlevanii czy Arcane – niezwykłą animowaną adaptacją gier wideo.

W serialu poznajemy siedemnastoletniego Davida Martineza, którego matka, Gloria, ciężko pracuje jako ratownica medyczna, by móc utrzymać go w ekskluzywnej Akademii należącej do Arasaki – największej korporacji na świecie. W szkole chłopak nie czuje się najlepiej: jest prześladowany przez bogate dzieciaki, które śmieją się z tego, że przez swój niski status majątkowy ledwo może opłacić czesne. Pewnego dnia podczas przejażdżki samochodem trafiają w sam środek strzelaniny między gangami. W wyniku wypadku Gloria zostaje ciężko ranna i wkrótce umiera. Zrozpaczony i pogrążony w długach chłopak postanawia wszczepić sobie wojskowy implant znaleziony przy ciele zmarłej kobiety. Sandevistan, bo tak się nazywa urządzenie, wielokrotnie zwiększa prędkość organizmu i szybkość reakcji człowieka, jednak potrzeba do niego bardzo wytrzymałego i silnego ciała. 

Ku ogromnemu zdziwieniu – swojemu i znajomego ripperdoca (instalatora wszczepów) – chłopak daje radę podołać takiemu obciążeniu, spektakularnie rezygnuje ze szkoły i zaczyna szukać sposobu na utrzymanie się. Poznaje Lucy, młodą netrunnerkę (hakerkę grasującą po internecie), marzącą o ucieczce z miasta na Księżyc, która wprowadza go w świat cyberpunków, zwanych także edgerunner_ami. Szybko zaczyna piąć się w hierarchii tego świata, lecz z każdym nowym wszczepem jego wycieńczone ciało i umysł staje się bardziej podatne na cyberpsychozę, przez którą można całkowicie zatracić człowieczeństwo.

Im mniej jest człowieka w człowieku na zewnątrz, tym mniej go także wewnątrz. Widać to doskonale po postaci protagonisty, który zachwycony swoją wytrzymałością nieustannie implantuje sobie kolejne wszczepy. David jest bardzo uroczym nastolatkiem, trochę pogubionym, jednak zbyt niewinnym jak na świat, w jakim się znajduje. Z miejsca polubiłem tego chłopaka wiedzionego bezinteresowną troską o najbliższych. Tym bardziej przykre było obserwowanie jego ikarowego lotu.

Podobnie jest i z innymi postaciami z gangu Martineza: w momencie zdobyły moją sympatię i czułem pomiędzy nimi niezwykłą chemię. Pod tym względem przed twórcami_czyniami stało niemałe wyzwanie. Anime ma bardzo krótki metraż (jedynie dziesięć odcinków), a planowana historia jest bardzo ambitna. Podołano temu wyzwaniu: tempo akcji jest szybkie jak David po włączeniu Sandevistanu, jednak do wytrzymania i bez groźby dostania cyberpsychozy. Każdy odcinek wypchano akcją po brzegi. Mistrzowsko uchwycono w tym serialu mikromomenty – drobne gesty czy ruchy postaci, jak chociażby zbliżenie na nerwowe poruszanie nogą Davida. Niestety, tak prędkie prowadzenie narracji jest okupione tym, że autorzy_ki nie mają przestrzeni na rozwinięcie i pogłębienie charakterów nawet niektórych członków i członkiń grupy, jak chociazby Dorio czy Pilar. Chciałoby się więcej i dłużej pobyć z tymi bohater_ami, szczególnie gdy pokrótce pokazywane są ich kolejne przygody. Choć działa to jak wyżej wspomniane mikromomenty, to aż prosi się, by pokazać to na ekranie. Gdyby serial miał trochę więcej odcinków, byłby doskonały.

Twórcom_zyniom należą się pochwały za ukazanie świata przedstawionego, doskonale odwzorowanego z gry, co objawia się nawet w przeniesieniu interfejsu rozmów telefonicznych. Przywiązanie do detali czuć na każdym kroku i fan_i gry będą się czuć jak u siebie w domu. Samo uniwersum Cyberpunka to miejsce, gdzie poczucie indywidualności jest jedną z najważniejszych cech danej osoby. W każdej klatce serialu widać styl przez duże S –  to anime jest ucztą dla oczu. Doskonałą kreskę podkreślono płynną animacją i widowiskowymi scenami walki, a na szczycie tego stoi tak boska, neonowa kolorystyka, że aż trudno jest mi znaleźć odpowiednie słowa na opisanie jej. Kwintesencją stylistyki jest fenomenalny, jaskrawy opening, kojarzący mi się z tym z klasycznego Cowboy Bebop. Tylko zamiast jazzowego Tank! bandu Seatbelts, przygrywa This Fffire rockowego zespołu Franz Ferdinand.

Rewelacyjną ścieżkę dźwiękową skomponował Akira Yamaoka, kultowy już kompozytor, który stworzył muzykę do gier z serii Silent Hill (w tym do drugiej części, noszącej miano kultowej). W tle słychać wiele piosenek – i tych żywcem wziętych z gry CD Projekt RED, i tych z naszego świat. Nie są to byle jakie utwory, bowiem pochodzą od polskich artystów_ek. Możliwość usłyszenia w tle języka polskiego, podczas gdy oryginalna ścieżka dialogowa jest po japońsku, a akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, to dla mnie coś niesamowitego. Ale to nie koniec polskich akcentów w Cyberpunk: Edgerunners, bowiem genialny ending został stworzony przez Dawida Podsiadłę. Inny utwór tego piosenkarza – Little Stranger (angielska wersja Nieznajomego) – leci podczas najpiękniejszej sceny pocałunku, jaką widziałem. Tak powinno się propagować polską kulturę!


Edgerunners opowiada historię niepowiązaną fabularnie z Cyberpunkiem 2077 od CD Projekt RED, dlatego można je oglądać bez znajomości gry, co i ja zrobiłem, gdyż po pęknięciu bańki oczekiwań wobec Cyberpunka po premierze – i ilości krytyki, jaka go spotkała – mój entuzjazm całkowicie opadł. Mogę więc śmiało powiedzieć, że serial rozbudził moje podekscytowanie polskim produktem i, gdy tylko będę miał okazję, sięgnę po ten tytuł. Mam w dodatku nadzieję, że Cyberpunk: Edgerunners stanie się precedensem dla kolejnych dzieł w świecie Cyberpunka, które stworzą we współpracy CD Projekt RED i Trigger. A może otworzy furtkę dla kolejnych współprac polsko-japońskich? Ich produkcja to rewelacyjne anime ze świetną, szybką do granic możliwości fabułą, fenomenalnie napisanymi postaciami, między którymi czuć niezwykłą chemię i z mistrzowską, neonową oprawą graficzna. Czekam na kolejne historie w tym uniwersum, tym razem dłuższe i bardziej rozwinięte.

Redakcja i korekta: Edyta Edi Braun