Makbet w nowym wydaniu

Dzieła Williama Szekspira zyskały miano najczęściej adaptowanych utworów literackich wszech czasów. Pojawiają się zarówno na małym, jak i dużym ekranie.

Dominują jednak filmy luźno inspirowane historiami wykreowanymi przez renesansowego pisarza (najważniejszy: „Romeo i Julia” 1996), w kinie rzadko zdarza się utrzymywać wierność klasycznemu spojrzeniu. „Makbet” Justina Kurzela zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Reżyser bardzo mocno opiera swoje dzieło o literacki pierwowzór i prawie nie wychodzi poza jego ramy. Choć wielu uznało to za reżyserską bierność, śmiem twierdzić, że właśnie „Makbet” świetnie spisuje się jako wierna ekranizacja tragedii. Poza dopisaniem epizodycznych scen, Kurzel woli eksploatować tekst na bardzo wysokim poziomie i subtelnie zarysowywać motywacje swoich ekranowych bohaterów.

Opierając się o literacki pierwowzór, trio scenarzystów nie tylko starało się zachować dokładność, ale nie zapomniało też o tak ekstrawaganckich dodatkach, jak szekspirowski język, który ma za zadanie wzbogacać filmową oprawę „Makbeta”.

Oprócz dopełniania klimatu, tworzy on niemal iluzję teatru w kinie. Rzadko można oglądać takie filmy bez zażenowania, a „Makbet” to wyborny filmowy eksperyment w tej dziedzinie. Aurę niewymuszonej teatralności buduje także aktorski duet: filmowa osobowość listopada („Steve Jobs”, „Slow West'” i „Makbet”), czyli Michael Fassbender oraz Marion Contillard, która grając postać Lady Makbet wybrała wyniosłą chłodność połączoną z lekką naiwnością i wykorzystaniem demonicznej części kobiecej natury. Film hipnotyzuje spokojem i wolnym tokiem akcji, ale nie udaje mu się przy tym uniknąć niepotrzebnych przestojów.

„Makbet” oczarował mnie przede wszystkim niezwykłym klimatem. Chłodne kolory zapierających dech w piersiach szkockich krajobrazów wymieszane z brudem (w końcu!) i dosłowną brutalnością prowadzonych walk oraz padających ofiar, to hipnotyzujące, dla wydarzeń na ekranie, tło.

Dodatkowy smaczek dla miłośników wyrazistości wizualnych środków, to podążająca za Makbetem kamera, która dzięki pomocy slow motion i dynamizacji powoduje skrajne doznania. Pojawiające się między nimi, w pięknych kompozycjach kadru wiedźmy, to zdecydowanie moje ulubione momenty ekranowej historii „Makbeta”. Ostatecznie jako wymagający, ulepiony z masy krytycznej widz i jednocześnie zwykły smakosz filmowych tytułów mogę oświadczyć, że obie strony mojej kinowej natury żyją od tego seansu w harmonii z zaspokojonym apetytem na dobry film.

Reżyseria: Justin Kurzel
Scenariusz: Jacob Koskoff, Todd Louiso, Michael Lesslie
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania (2015)
Czas trwania: 113 min (1 h 53 min)
Gatunek: dramat

Michael Fassbender – Makbet
Marion Cottilard – Lady Makbet
Paddy Considine – Banko
Sean Harris – Makduf
Jack Reynor – Malcolm

Zdjęcie: www.kultura.gazeta.pl
Korekta: Kamila Białożyt