SALOME

Sala kinowa. Idziesz w stronę miejsca, którego numer widnieje na bilecie kupionym kilka minut wcześniej. Zasiadasz wygodnie w fotelu, oczywiście z kubkiem coli i pudełkiem nachosów, czekając na rozpoczęcie seansu. Z głośników płyną pierwsze dźwięki, a na ekranie wyświetla się obraz. Przed Tobą ukazuje się scena londyńskiego teatru.

Kino Helios od kilku miesięcy organizuje cykl pokazów specjalnych, opatrzonych nazwą Helios na Scenie. Niesamowicie ciekawa inicjatywa wyróżnia się pośród innych niecodziennych wydarzeń. Dzięki tym spotkaniom widzowie mogą przenieść się na kilka godzin do Londynu lub Paryża, bo właśnie z Royal National Theatre i Comédie-Française wyświetlane są w tymże kinie transmisje. Są to zatem plasujące się w europejskiej czołówce miejsca pod względem poziomu sztuki, występujących tam aktorów oraz wystawiających swoje dzieła reżyserów.

Spektaklem, na który miałam okazję się wybrać, było widowisko noszące tytuł Salome w reżyserii Yaël Farber, kobiety, która zdecydowała się przedstawić na scenie historię biblijnej femme-fatale. Dążąc do ukazania tej kontrowersyjnej historii, posiłkowała się między innymi dziełem Oscara Wilde’a oraz dużo starszymi tekstami hebrajskimi.

Salome to przede wszystkim opowieść o kobiecej sile, w którą w ówczesnych czasach mało kto miałby odwagę uwierzyć. Młoda dziewczyna, tańcząca na dworze wielkiego władcy, zmieniająca bieg historii, mogła być jedynie fikcją, ale na pewno nie prawdą. Stało się jednak inaczej.

Główna bohaterka przedstawiona jest w sposób dwojaki: jedna z jej odsłon to kobieta stara, postać pełna patosu, mająca za zadanie uświadomić widza o sile drzemiącej w młodej, z początku zdawałoby się zagubionej, dziewczynie, granej przez drugą aktorkę. „Druga” Salome natomiast zostaje rzucona w bieg wydarzeń, prosto do brutalnego świata opanowanego przez autorytarnych władców. Nie zgadza się ona z zasadami panującymi w świecie, w którym żyje. Sposób, w jaki jest traktowana, codzienne upokorzenia i cierpienia, brak ciepła i radości – to wszystko prowadzi ją do żądzy zemsty. Zemsty na niewinnym człowieku. Po wszelakich perypetiach przechodzi ona metamorfozę, która kończy się straszną prośbą o głowę Jana Chrzciciela. Spełnienie tego żądania sprawia, że nic nieznacząca dziewczynka staje się kobietą o większym wpływie na historię, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Postać grana przez dwie aktorki to z pewnością zabieg ciekawy, a dopracowany mógłby zrobić ogromne wrażenie, jednakże wypowiadane kwestie przywodziły na myśl odrobinę sztuczności. Sam spektakl jednak zachwycał wizualnie. Estetyka scenografii była wręcz doskonała – każda łuna światła, kolory oraz najmniejsze detale idealnie wpasowały się w atmosferę przedstawienia.

Monumentalność elementów znajdujących się na scenie uderzały w widownię i skupiały na sobie większość uwagi. Podobnie można rzecz o charakteryzacji aktorów, w którą widocznie włożono mnóstwo pracy, co wyraźnie przełożyło się na wspaniałe efekty. Innym interesującym zabiegiem artystycznym jest całkowicie międzynarodowa obsada – aktorzy z całkowicie różnych zakątków świata brali udział w przedstawieniu, dzięki czemu nabiera się przekonania, iż jest to sztuka uniwersalna.

Uczucia po obejrzeniu sztuki pozostają mieszane. Rzucał się w oczy kontrast między scenografią, która pozostaje bez zarzutów i niedoszlifowanymi, niestety, kwestiami bohaterów. Nie można natomiast rzec, że nie było warto. Samo wrażenie, iż zostało się przeniesionym wprost do jednego z najwspanialszych domów sztuki w europie to coś absolutnie niepowtarzalnego.  Rzadko kiedy spotyka się takie inicjatywy, kino Helios stworzyło możliwość wybrania się do miejsc niedostępnych na co dzień dla właściwie wszystkich chętnych osób!

Korekta: redakcjaBB
Zdjęcie: National Theatre